lipca 08, 2020

Zabrakło mi słów

Zauważyłam, że przez kwarantannę mniej mówię. Dosłownie ciężko mi otworzyć usta. Może to wynik braku kontaktu z żywym człowiekiem lub ograniczenie życia do mediów społecznościowych i smsów? Nie wiem. Po prostu zabrakło mi słów w ustach, a gdy już je znajdę, to bardzo ciężko przechodzą mi przez gardło. Kłębią się w głowie i kłębią. Tworzą czarną kulę pomieszanych liter i gdy tylko chcą się wydostać, napotykają blokadę. Jakby rozłąka z poprzednim życiem zacisnęła pętlę na szyi i uniemożliwiała normalną komunikację. 
Więc zaczęłam analizować. 
Doszukiwać się. 
Przeszukiwać. 
Zanurzać się w prozę ludzi messengera.
Czytać między wierszami wiadomości.
Ależ to piękna sztuka wynikła, z tego naszego nowoczesnego życia.
Minimalizm i brak przecinków.
To właśnie tworzy komunikację?
Jak się pytam.
Co ludzie piszący "k" zamiast "ok" robią z tym całym zaoszczędzonym czasem?
Co istoty żywe rozumieją przez słowo "nom"?
Czemu wszystko wymaga swojego skrótu?
Co sprawiło, że potrafimy tak szybko pisać, a tak ciężko nam wypowiedzieć pełne zdanie?
Gdzie przecinki, gdzie kropki?
Czemu wszystko można opisać emotkami?
Gdzie do cholery podziały się słowa?!
A gdy już one są, to aż mnie za serce łapie, 
gdy słyszę, że coś się"otwarło" lub "włanczyło".
Dobry Boże! Czemu?
Czemu mi zabierasz słowa z ust, a przekładasz na papier?
Kiedy dziś nawet papieru brak, bo wszystko w komputerze, komórkach i w chmurach.
Dziś się nie mówi.
Dziś się pisze, robi zdjęcia i emotikonami zasiedla terytoria liter.
Biedni wysiedleńcy tworzą czarną kulę w mojej głowie i tam już zostają,
bo gardło zaciśnięte,
od zmian na nowe.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Zielona Jagoda , Blogger