lipca 29, 2020

Współczucie i burzenie krwi w żyłach

Od ostatniego posta udało mi się napisać 11 innych tekstów, które uznałam za beznadziejne, 2 artykuły i pół strony magisterki. Zdążyłam też wypić kilka butelek wina, na które mnie nie stać, zapomnieć i przypomnieć sobie znów o złożonych wcześniej obietnicach. Nauczyć się golić nogi, by nie podrażniać skóry, najpierw z włosem, potem pod włos i znów z włosem, kupić nową paletkę cieni i wymienić tusz do rzęs na nowy. Przeczytać wywiady, które budziły współczucie i burzyły krew w żyłach. Wrócić do biegania, rzucić to i znów wrócić. Poznać typa z Tindera i po raz kolejny obudzić współczucie, o burzeniu krwi w żyłach nie wspominając. Przez przypadek natknąć się na nowego sąsiada i prawie zabić menela wyrzucając śmieci.
Czy ta mała przerwa coś mi dała?

Chciałam coś zmienić. Zacząć nowy rozdział, w którym piłabym zielone koktajle i miałabym swoje wieczorne 3-godzinne rytuały zmywania makijażu.
Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że zmarnowałam czas, jednak nie czuje się zadowolona. Oczywiście ciesze się, że nie zabiłam menela, ale czy wyrzucanie śmieci o 4 rano jest dobre? Czasem myślę, że gdzieś ucieka mi produktywność. Przez przypadek rozleję kubek z kawą i już dzień stracony. Jeszcze jakby było to mleko to pół biedy, a tak to kartka z kalendarza zalana, oczy łzami zalane i ja też zalana.
Zatem, co się działo, jak nic się nie działo?

Wszystko budziło we mnie współczucie, jednocześnie burząc krew w żyłach. Każdy zbyt wolno schodzący po schodach przechodzień, każda ulotka o kredycie, która trafiła do mojej skrzynki pocztowej i grube dzieci stojące w kolejce po zapiekanki.
Nawet zbieranie prania z balkonu, bo wylatują wtedy z ubrań ćmy wielkości dinozaurów. Kiedy to zdążyło się zmutować? Jeszcze takie mokre, po wieczornej wilgoci, upadają na płytki z charakterystycznym dźwiękiem, jakbym mokrą szmatą uderzała o podłogę. Potem niezgrabnie starają się odlecieć, jeszcze otumanione snem, kołyszą się uderzając o moje nogi.
I jak tu zachować spokój ducha, gdy jakieś żywe istoty starają się wyspać, po nocnym nawalaniu w szkło i szukaniu blasku?
Ehh..współczuję tym wszystkim pięknym nocnym motylom. Niby motylki, a jednak ćmy.
Dziś znów były, gdy nad ranem zbierałam pranie.
Ich rozmyty makijaż osadza się pod oczami i tworzy specyficzne wzory z czarnego pyłu, a chude nóżki ledwo dźwigną pukle włosów i sztucznych rzęs, jeszcze mokrych od wieczornej wilgoci. Starają się odlecieć, jednak wciąż chwieją się otumanione snem.
I jak tu zachować spokój ducha, gdy jakieś żywe istoty starają się wyspać, po nocnym nawalaniu w szkło i szukaniu blasku?


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Zielona Jagoda , Blogger