czerwca 18, 2020

Dźwięk wstydu

Każdy w swoim życiu popełnił jakiś czyn, po czym musiał borykać się z jego konsekwencjami. Nie wiem, czy wzrośliście uwagę, ale każdy wstyd odczuwany po danej sytuacji ma inny dźwięk. Przeszywający Cię na wskroś odgłos przypominający co zrobiłeś poprzedniego dnia, kilka tygodni temu czy lat. 
U jednych jest to płacz dziecka, gdy starając się być dobrą matką, zapomniałaś odebrać córkę z przedszkola. U innych jest to trąbienie przejeżdżających obok Ciebie aut, gdy przez swoją nieuwagę przerysowałeś komuś auto. U jeszcze innych jest to cisza, głęboka, dobijająca pustka w mieszkaniu, gdy po raz kolejny pokłóciliście się, a ona wyszła, 
trzaskając za sobą drzwiami.
U mnie tym dźwiękiem jest szczekanie psów i tłuczone szkło. 
A konkretnie wyrzucanie i wyzbywanie się tego, co powodowało zaniki i olśnienia. 
Ile razy w życiu odwaliłam głupoty po alkoholu, to nie zliczę. Oczywiście były śmieszne sytuacje, ale zdarzyły się też nieprzyjemne. Jednak gorsze jest to, co wtedy moje oczy widziały i uszy słyszały. 
Dokładnie znam ten paskudny dźwięk wyrzucanych na następny dzień butelek do pustego kontenera na śmieci. Za każdym razem chcę to zrobić delikatnie, aby nikt nie słyszał, ale chyba los za każdym razem opróżnia pojemnik i butelka uderzająca o dno nagle roztrzaskuje się w drobny mak, robiąc przy tym echo na całe osiedle. 
A czemu szczekanie psów?
Jak już wspomniałam w innym wpisie, miałam kiedyś praktyki jako technik weterynarii i któregoś dnia przypadł mi ten zaszczyt przenoszenia...
[ehh.. przepraszam wszystkich ludzi wrażliwych]
martwych zwierząt do zamrażalników. Problem był w tym, iż lodówki znajdowały się daleko. Na tyle daleko, że trzeba było wyjść z tym "kotem w worku" na zewnątrz i przejść cały korytarz pełen psów. 
One czuły. 
Czuły mój wstyd i smutek, że jeszcze kilkanaście minut temu, w tej istocie tliła się iskierka życia. Im przyśpieszałam kroku, tym głośniej szczekały. I może nie odbiłoby się to tak mocno w mojej głowie, gdyby nie fakt, że musiałam to robić więcej niż raz. Dużo więcej. 
Taka rola praktykanta.
"Przecież martwe zwierze już nic Ci nie zrobi",
mówili. 
Nie jest i nie było mi wtedy do śmiechu. Zrozumie mnie pewnie tylko ten, kto musiał kiedykolwiek nieść martwą istotę na rękach.

Dziś rozbita szklanka przerwała ciszę i przywołała szczekanie psów.
Przypomniałam sobie, 
jaki dźwięk ma mój wstyd
i to, że za każdym razem, gdy go słyszę, 
czuję dreszcz przeszywający od stóp do głów, 
a wewnętrzny niepokój zatrzymuje mi serce na sekundę.
Bolesną sekundę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Zielona Jagoda , Blogger