marca 01, 2020

Dajmy sobie drugą szansę

Kochasz mnie?
No odpowiedz!
Jak kolejny raz mi to zrobisz to Ci nie daruję.
Otwieram drzwi,  a Ty stoisz skulony jak pies. Twoje oczy nic się nie zmieniły, wciąż  nie ma w nich odpowiedzi na żadne z moich pytań. Nie wiem, czy Cię znów tu chcę. Masz tyle błota na butach, a ja właśnie kupiłam nowy dywan, podłogi pozmywane, kurze starte, ściany pomalowane, już było tak dobrze. Podnosisz głowę i w tym samym momencie kruszysz mi serce, rozmiękam powoli w tym spojrzeniu i zupełnie zapominam, o Twoich brudnych butach, o tym jak ostatnio narobiłeś syfu i mnie z tym wszystkim zostawiłeś. Wzdycham. Ponoć dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, a ja już kostki mam w wodzie.
Proszę, wejdź.
Wchodzisz po cichu, delikatnie stąpając w przedpokoju i niepokojąco się czaisz.
Chcesz herbaty?
Kiwasz głową, a ja instynktownie robię wszystko tak jak kiedyś. Wciąż mam Twój ulubiony kubek, miał iść do śmieci, ale jakoś tak wyszło. No właśnie, jakoś tak... niezręcznie. Dotykasz moich ramion i czuję, jak poziom wody w rzece się podwyższa i coraz bardziej mnie pochłania. Zatapiam usta, zamykam oczy i przez chwilę jest tak jak przedtem.
Mówisz, że wciąż może być cudownie i ten nowy dywan jest piękny, taki nietknięty, a podłogi idealnie wysprzątane. Chyba powoli się podtapiam.
Mówisz, że tęskniłeś i myślałeś o mnie. Chcę wziąć wdech, lecz nie mogę.
Mówisz, że teraz będzie inaczej.
Tłumaczysz, że teraz będzie lepiej.  
To jakieś szaleństwo.
Gdy nagle, z uśmiechem na twarzy, wylewasz kubek herbaty na dywan. Nie mogę złapać powietrza, dusze się! Strzepujesz błoto z butów na podłogę, a ja mam zaciśnięte gardło, zatrzaśnięte serce i wodę w płucach. Widzę, jak brud wtapia się w każdą strukturę i niszczy znów co moje. Po kolei dewastujesz każdy przedmiot w moim mieszkaniu, rozbijasz filiżanki, talerze tłuczesz o ściany, wyrywasz karnisze, sprayem piszesz swoje imię na moim balkonie, zabierasz mi portfel, kradniesz spokój i znów robisz to samo... wychodzisz, jak gdyby nigdy nic.
Zostaje pustka.
W mieszkaniu jestem już tylko ja i cały ten syf. Zdewastowane wnętrze, co do milimetra.
Boże...
Poziom wody w rzece nagle się obniża, spływa ze mnie wszystko. Otwieram oczy i biorę głęboki wdech. Oceniam szkody, liczę stracony czas, podsumowuję każdy fragment zaistniałej sytuacji i jedyne co czuję, to złość. 
Bo nie zasługuję na takie traktowanie.
Bo nie godzę się na to.
Bo nie chcę być ofiarą.
Bo mam uczucia.
Bo już wiem, jak sobie radzić.
Bo mam siłę, by coś z tym wszystkim zrobić. 
Bo kocham siebie.
Widzimy się w sądzie, skurwysynu. 



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © Zielona Jagoda , Blogger