Bazyliszek ze schroniska

Byłam wtedy praktykantką w schronisku. Jeszcze nigdy w życiu nie robiłam zastrzyku i dziś przyszedł ten dzień. Boże, a co jak przebije się na wylot przez jakieś zwierzę? A jeżeli pies mnie ugryzie? A co, jak kot mnie podrapie. Coraz większe obawy napływały mi do głowy. Wchodzę i widzę klatkę dla tygrysa, a w niej
wielki, czarny kocur odwrócony do mnie tyłem. On wygląda, jakby zjadł połowę kotów z tego schroniska i jeszcze był głodny! No super, dziś do domu wrócę bez ręki, a jak dobrze mu pójdzie, to i bez głowy. Powoli otwieram klatkę, moje dłonie delikatnie chwytają fałd skóry pokrytej gęstym, czarnym futrem. Przypomina mi się, jak koleżanka pierwszy raz robiła zastrzyk, a kot prawie oskalpował jej rękę. Boże, ja nie chcę tak skończyć. Szybko wbijam igłę i kątem oka patrzę, czy tygrys nie atakuje. Ku mojemu zaskoczeniu, z jego strony brak reakcji, nic, jak kamień.  Zamknęłam klatkę i jeszcze raz spojrzałam na kota. Czy on w ogóle żyje? Podeszłam bliżej, a lekki ruch wąsem oświadczał, że to zwierze kontaktuje. Jego wielkie, zielone oczy nagle się otworzyły i wpatrywały z zaciekawieniem mojej osobie. Pewnie jest tak gruby, że nie poczuł nawet zastrzyku, albo co gorsza, nie zdążył na niego zareagować. 
Dobra nie denerwujmy tygrysa, już wychodzę.
Wróciłam do domu, z ręką i z głową na miejscu, ale wciąż przed oczami widziałam tego kota, jego białe skarpetki i gęste, czarne futro zajmujące całą klatkę . 
Dziwne, ja nawet nie lubię kotów, co za absurd.
Parę tygodni potem, dowiaduje się, że jakaś pani zabrała go ze schroniska i tego samego dnia...
 zwróciła.
Więc znów otwieram drzwi i patrzę na tą samą wielką, czarną kulę futra, chodzącą tym razem po korytarzu. Jak taki ciężar utrzymuje się na takich cienkich nóżkach? On wygląda jak ludzik z kasztana. Nagle odwrócił głowę, a ja poczułam jak jego wzrok przebija mnie na wylot. Zastygam w miejscu, prawie, jak po spojrzeniu legendarnego Bazyliszka. Serce mi stanęło. Błagam, nie zjedz mnie. Kocur podszedł i nagle zaczął obcierać się o moje buty. Przecież ja Ci zrobiłam zastrzyk, powinieneś mnie nie lubić. 
Stoję tak jeszcze parę minut w bezruchu, a w głowie rodzi mi się jedna myśl.

Dziś do domu chyba nie wrócę sama.

Od tej historii minęły już 2 lata, a ten tygrys jak był, tak jest. Wielki, czarny i wciąż zabija wzrokiem. Dziś nazywa się Bazyl i nie mieszka już w schronisku. Ma swój ulubiony parapet i ulubiony kubek, z którego wypija wodę, gdy moja mama maluje akwarele. 
Do teraz nie wiem, czy to ja wybrałam jego, czy on mnie. Nie ważne, czyja to była decyzja i tak okazała się najlepsza. Tak już jest i nie chcę tego zmieniać. Co prawda, ręce mi odpadają jak go podnoszę i miski ma 3, bo jedna nie starcza, ale i tak go kocham.

Ten wpis ma na celu pokazać Ci, że zwierzęta w schroniskach to dobre istoty, które potrzebują tylko trochę miłości. W każdym domu znajdzie się miejsce dla czworonoga i wierzę, że w Twoim również. Wystarczy odrobina chęci, a w zamian dostajesz o wiele więcej, niż Ci się może wydawać.
Wspólnie ze Schroniskiem dla Zwierząt w Olsztynie, chciałabym Was wszystkich zachęcić do adopcji zwierzaków → KLIK ← bo warto.
A kto wie, może właśnie tam, ktoś na Ciebie czeka.


Tak, Bazyl to 10kg miłości, dużo futra i odrobina wzroku mordercy.

Komentarze

Popularne posty